Trzy dni z Conradem i Krakowem

Trzy październikowe dni, co prawda chłodne i deszczowe, ale dla nas ciepłe, bo pod słońcem Conrada, spędziliśmy razem – uczniowie drugiej i trzeciej klasy gimnazjum, pod opieką Henryka i Bartłomieja Bielas – na Festiwalu Conradowskim w Krakowie.

Conrad Festiwal to najważniejsze w Polsce wydarzenie literackie, wspólne przedsięwzięcie Miasta Kraków i Tygodnika Powszechnego; przez tydzień wydarzeniom literackim towarzyszą pokazy filmów wystawy, warsztaty, koncerty, wykłady i targi książki; VI edycja odbyła się pod hasłem „Wspólne Światy”. Nasza szkoła gościła na tej ważnej imprezie już trzeci raz i jak zwykle wyróżniała się wśród licznych uczestników: studentów, pisarzy, naukowców, profesorów – młodością, ponieważ innych gimnazjalistów na festiwalu nie było…

W Pałacu pod Baranami spędziliśmy długie i ciekawe godziny na spotkaniu z amerykańskim literaturoznawcą, który wygłosił prelekcję na temat pozycji Josepha Conrada we współczesnej kulturze – zauważył, że autor Lorda Jima stworzył oryginalną literacką wersję języka angielskiego, i co ciekawe pozbawioną typowego dla Brytyjczyków humoru.

Dzień później w tych samych murach byliśmy świadkami dyskusji na temat kontrkultury; na scenie zajęli miejsca „emerytowani” hipisi, między innymi: Kamil Sipowicz i próbowali odpowiedzieć na postawione sobie pytania: czy kontrkultura dziś to wciąż bunt przeciw społeczeństwu, czy tylko wyjście poza jego nawias? Odpowiedź zabrzmiała ironicznie, bo stwierdzono, że młodemu człowiekowi trudno się dzisiaj buntować, bo każdy bunt staje się medialnym towarem…

Na targach książki zorganizowanych w hali wystaw na peryferiach miasta zbudowano istny labirynt, wypełniony książkami, czasopismami, wydawcami i autorami – w tym labiryncie spędziliśmy kilka godzin, znajdując ciekawe zakątki i pochylając się nad książkami wzbudzającymi ciekawość – ja z rąk Wojciecha Cejrowskiego otrzymałem „Wyspę na Prerii”, a także zatrzymałem się na dłużej przy półkach zapełnionych książkami Stephena Kinga.

Wędrując ulicami Krakowa dotarliśmy do kościoła pod wezwaniem św. Piotra i Pawła, gdzie naocznie uświadomiono nam, że na półkuli północnej obowiązuje „ruch prawoskrętny” - spowodował to pokaz wahadło Foucaulta; na długiej linie zaczepionej pod stropem świątyni zawieszono pięcio-kilogramowy obciążnik, który wykonywał jednostajny prawoskrętny ruch. Po interesującym pokazie zeszliśmy w podziemia kościoła i przemierzyliśmy korytarze krypty, w której kiedyś znajdowała się trumna ze szczątkami Piotra Skargi, a teraz – sarkofag niedawno zmarłego dramaturga Sławomira Mrożka; trumienkę z prochami kaznodziei postawiono na bocznym ołtarzu…

To nie była jedyna krypta na naszej drodze! – dotarliśmy do klasztoru na skałce i tam na wzgórzu weszliśmy do grobowca wybitnych Polaków: przy sarkofagu Czesława Miłosza zrobiliśmy sobie zdjęcie, a przy kolejnych trumnach oprowadzający zapoznał nas z biografiami i sekretami zmarłych autorytetów Polskiej kultury, między innymi Stanisława Wyspiańskiego, Karola Szymanowskiego, czy Wincentego Pola.

W historycznej dzielnicy żydowskiej wstąpiliśmy do domowej jadalni, gdzie spożyliśmy współczesny obiad – z Kazimierza, przez Wawel uliczkami starożytnego miasta trafialiśmy zawsze do naszego domku, hostelu o intrygującej nazwie „Trzy Kafki” i mamy nadzieję, że za rok też tu trafimy na kolejne święto patrona naszej szkoły…

Mikołaj Kozok